2025-03-27

Co z tą złością?

Ostatnio bardzo często możemy usłyszeć, przeczytać porady typu: musisz zaakceptować swoją przeszłość, nie masz wpływu na to co było, pogódź się ze swoją przeszłością, musisz wybaczyć. Tak, to prawda, nie mamy wpływu na to co nas spotkało, nie da się tego zmienić, jednak świadomość tego ma prawo wywoływać w nas złość, a nawet wściekłość czy nienawiść. Czy naprawdę wszystkie czyny można zaakceptować i wybaczyć? Tego typu porady mogą czasami wywołać wiele szkody, bo bardzo chcemy wybaczyć, ale jakoś się to nie udaje, cały czas coś gniecie, a już krótka rozmowa np. z siostrą czy ojcem wywołuje w nas ból brzucha, powoduje jakąś taką irytację. . . . . .

Czasem mam poczucie, że te wszystkie porady są po to byśmy nie poczuli gniewu. Co tak bardzo przeraża nas w złości?

Dr Agnieszka Mościcka-Teske: Podbudową fizjologiczną złości jest aktywacja układów i organów naszego ciała do tego, żeby intensywniej działały, by pobudzić nas do aktywności na zewnątrz – do ekspansywności, ingerencji w otaczające nas środowisko, by przybliżyć nas i skonfrontować ze źródłem tego, co naszą złość wzbudziło. Złość aktywizuje różne partie mięśni – w złości mamy szczególnie ukrwione kończyny i twarz i w tych partiach ciała pojawia się największe napięcie mięśniowe. Złość ma dla nas kilka komunikatów. Mówi, że coś ze świata zewnętrznego nam zagraża – naszej integralności psychicznej czy fizycznej, naszym zasadom, wartościom, przyzwyczajeniom. Pojawia się też wtedy, gdy zaczynamy dostrzegać, że ktoś naszych potrzeb nie zaspokaja, a powinien, lub narusza nasze granice psychologiczne lub fizyczne. Na przykład jeśli ktoś jest zbyt blisko nas, wykonuje gwałtowne ruchy, zaczynamy odczuwać zagrożenie. (źródło: Strefa psyche uniwersytetu SWPS)

Tak więc złość jest ważną informacją i bardzo potrzebną energią, która pozwala nam sięgnąć po to czego chcemy, zdecydowanie powiedzieć: to mi się należy, energią, dzięki której możemy stawiać granice, obronić się, powiedzieć NIE! Tego nie chcę!! Nie zgadzam się!!! To niesprawiedliwe!!! Zatem cóż złego w złości?

Wszystko jak zwykle zaczyna się od systemu pierwotnego. Noworodek wyraża protest bez ograniczeń, wrzeszczy gdy jest głodny, chce pić lub być przytulony. Niestety bardzo często, z wielu różnych powodów te żądania nie są spełniane. Po początkowej próbie wzmocnienia protestu, dziecko zaczyna się wycofywać, uznając że to nie ma sensu, niczego nie zmieni. Staje się ciche i wycofane. W późniejszym wieku może się zdarzyć, że złość pojawi się ponownie, niestety i w tym przypadku dziecko jest pacyfikowane na różne sposoby, bo przecież mamy być grzeczni, cisi i posłuszni. Mało kto toleruje wrzeszczącego bachora I tak decydujemy, że nasza złość nie ma sensu, jest niedobra, wręcz zagrażająca naszym relacjom i lepiej jej nie czuć i że to z nami coś nie tak, skoro czujemy coś czego nie powinniśmy i zaczynamy kierować złość do siebie, czasami to niestety jedyna złość którą czujemy złość na siebie W takiej sytuacji warto skorzystać z pomocy fachowca, bo złość na siebie jest bardzo niszcząca.

A w dorosłym życiu, kiedy zaczynamy się interesować tzw.psychologią, słuchamy różnych popularnych podcastów, znowu dowiadujemy się, że coś z nami nie tak, bo przecież powinniśmy zaakceptować zamiast czuć gniew. Bywa tak, że nosimy w sobie mnóstwo gniewu i zupełnie nie rozumiemy co się w nas dzieje, warto przyglądać się swoim emocjom, być może pozwolić sobie na poczucie złości na osoby ze swojej przyszłości, wściec się na rodziców w bezpiecznych warunkach gabinetu psychoterapeuty. Poczucie niesprawiedliwości, doznanych krzywd może towarzyszyć nam do końca życia, jednak zgoda na to, akceptacja tego, że czujemy złość powoduje, że przestaje ona być tak silna. A wtedy może nastąpić pogodzenie się z przeszłością . . . .

Wtedy też możemy nauczyć się wyrażać złość na bieżąco.

Dr Agnieszka Mościcka-Teske: W psychosomatyce ze złością często wiążą się dolegliwości bólowe – szczególnie głowy, karku i brzucha. Złość jest bardzo intensywną i aktywizującą emocją i jeśli nie pozwalamy sobie na jej realizację, to będzie „w nas siedzieć”, objawiając się na przykład bólem głowy. Zahamowanie aktywności związanej ze złością to tak jakbyśmy biegli kilometr bardzo szybkim tempem i nagle się zatrzymali i dalej już nie ruszali. Wtedy ból głowy gwarantowany. Zatrzymanie działania może ujawnić się również w sytuacjach społecznych – w formie: złośliwości, złośliwych żartów, sarkazmu skierowanych do innych ludzi.

Bardzo ważne jest, żeby dopuszczać ją do głosu. Jako społeczeństwo nie mamy wyrobionej tej umiejętności, bo nasze normy kulturowe mówią, że „człowiek musi się spokojnie zachowywać” i że nie można dawać się ponosić emocjom. A emocją, która może nas ponieść najbardziej ze wszystkich, i będzie widoczna społecznie, jest właśnie złość. Dlatego już od najmłodszych lat uczymy się, by złości nie pokazywać i w związku z tym – żeby jej nie czuć.

Uświadamiajmy sobie swoją złość, pozwalajmy się jej ujawniać, ale nie bądźmy agresywni. Pilnujmy, by złość wyrażała nas i nasz wewnętrzny stan w sposób bezpieczny dla nas samych i dla innych. Emocja złości jest bardzo ważna w relacjach – jeśli tylko nie pozwolimy jej przerodzić się w niekontrolowaną agresję, pozwala – paradoksalnie – budować bliską relację, bo przez złość uświadamiamy sobie swoje granice, pokazujemy, na co się zgadzamy, a na co nie. Jeśli jesteśmy dla siebie cały czas mili i kulturalni, rozmawiamy ze sobą tylko z zasadami savoir-vivre’u – wtedy nie wiadomo co się dzieje z naszymi trudnymi emocjami. Kiedy złość pokazujemy, ukazujemy cały wachlarz naszego człowieczeństwa i nasza relacja jest bardziej prawdziwa.

(źródło: Strefa psyche uniwersytetu SWPS)