2023-05-28

Czy znacie takie matki.

„Sposób, w jaki mówimy do naszych dzieci, staje się ich wewnętrznym głosem.” Peggy O’Mara

Czy znacie takie matki, które do partnera swojej córki powiedziały: masz szczęście, taki skarb ci się trafił? A może chociaż słyszałyście/słyszeliście o takiej?

Natomiast na pewno są niestety takie, które mówią, tak sobie żartując: jak ty z nią wytrzymujesz, co ty w niej widzisz, dobrze się zastanów, reklamacji nie będzie, a do niej: bądź wdzięczna, że masz takiego faceta, trafił ci się jak ślepej kurze ziarno, itp. A to jest niestety zazwyczaj kontynuacja razów, które otrzymujemy przez całe dzieciństwo. I nie dotyczy to tylko dziewczynek, choć od nich wymaga się zdecydowanie więcej. Bądź miła, uśmiechaj się, nie złość się, pomaluj się, nie jedz tyle, jak się będziesz tak zachowywać inni nie będą cię lubić, . . . . . .. można wymieniać bez końca. I tak wchodzimy w dorosły świat z przekonaniem o niskiej wartości, odcięci od emocji, surowi dla siebie tak jak dla nikogo innego.

Pamiętajmy, SŁOWA MAJĄ ZNACZENIE, a te usłyszane od bliskich zostają w naszych sercach i mózgach na zawsze!

Dzieci nie są w stanie pogodzić się z myślą, że osoba, która ma dbać, zapewnić miłość i poczucie bezpieczeństwa, chce zrobić coś złego. Dlatego słysząc krytykę na swój temat zaczynają głęboko wierzyć, że coś z nimi nie tak, a później, nawet gdy już zdają sobie sprawę z tego, że są krytykowane, wierzą, że to dla ich dobra, że dzięki temu staną się lepsze. I tak oto powstało przekonanie, że bycie samokrytycznym jest cnotą, wiele osób jest pewnie dalej przekonane, że krytykując siebie mamy szansę na rozwój, motywujemy się do zmiany, że to coś dzięki czemu mamy szansę na to by wreszcie zasłużyć na miłość, akceptację. Dziś w czasach instagrama, gdy bycie coraz lepszą wersją siebie jest tak popularne, okrutna samokrytyka zyskuje na sile.

Nasz wewnętrzny krytyk jest potężny, ma ogromny wpływ na to jak żyjemy, działamy, czujemy się. A ponieważ zazwyczaj nie jest wobec nas łaskawy, żyje się nam z nim bardzo trudno. Ale niestety nie może być inaczej gdy od dziecka słyszymy okrutne słowa. Rodzice od samego początku stawiają nam wysokie wymagania (dlaczego 4 a nie 5), porównują z innymi dziećmi (a Zosia co dostała?) chronią przed porażką (przecież nie dostaniesz się do tej szkoły, nawet nie próbuj), karzą zamiast nagradzać, krytykują naszych znajomych, sposób ubierania, czasem wyśmiewają i w ten sposób tworzą w nas ten wewnętrzny głos. Surowy, okrutny, trudny do stłumienia, rządzący nami również w dorosłym życiu, powodujący frustracje, kompleksy, tzw. samobiczowanie, także autodestrukcję (np. zaburzenia odżywiania), depresję.

W wieku 6 lat wchodzimy w kolejny opresyjny system, system edukacji, w którym czerwony długopis nauczyciela jest zawsze skupiony na podkreślaniu, wytykaniu błędów. W którym nadal na porządku dziennym jest publiczne krytykowanie prac uczniów, karanie za bycie innym, wymaganie podporządkowania się.

I tak wchodząc w dorosłe życie jesteśmy przekonani, że musimy być dla siebie surowi, samokrytyczni i wymagający. Głowę mamy pełną przekonań typu: jesteś głupi, brzydki, beznadziejny, na pewno ci się to nie uda, nawet nie próbuj!!!! A gdyby tak spróbować inaczej???? Na początku warto zapytać się siebie: czy mi to służy, czemu to sobie robię, czy rzeczywiście dzięki temu jestem zmotywowany/ zmotywowana do działania? Jeśli odpowiedź brzmi: nie, może warto inaczej?


A może warto spróbować innej drogi? Być dla siebie wyrozumiałym, współczującym i czułym.